Zimno i ciemno się już robi, nic w końcu dziwnego, przecież mamy jesień, a ja mam troszkę zieloności do pokazania :) Któregoś słonecznego popołudnia zawitał do nas do kuchni konik polny. Oczywiście mamuśka go dorwała i przybiegła go pokazać. Ja- jak na miłośniczkę wszelakiego robactwa (oprócz karaluchów!!!) od razu wzięłam go w ręce. I oczywiście co się stało?! Ugryzł mnie!! Ha ha ha...w palca mnie uszamał!
Wyniosłam więc ludojada na balkon wprost na moje kwiatki. I nie byłabym sobą gdybym nie strzeliła mu fotki.
